Stawki OC: różnice pomiędzy autami z Europy i Japonii

Narzucony przez prawo obowiązek zmusza właścicieli samochodów do corocznego wykupienia ubezpieczenia OC. Koszty polisy mogą być diametralnie różne w zależności od wielu czynników. Jednym z nich jest, w uproszczeniu, pochodzenie samochodu, którym zamierzamy jeździć.

W realiach poprzedniego systemu politycznego wybór samochodu był niezwykle prostą sprawą; kupowało się ten model, który akurat można było „załatwić”. Nikt nie zwracał uwagi na takie drobiazgi jak wyposażenie dodatkowe, moc silnika, osiągi, albo koszty związane z obowiązkowym ubezpieczeniem. Dziś sytuacja maluje się zgoła inaczej. Nim podpiszemy umowę kupna, staramy dowiedzieć się maksymalnie dużo o potencjalnym środku lokomocji. Zwłaszcza dla przymierzających się do zakupu auta z rynku wtórnego, kryteria decydujące o jego wyborze są bardzo rozbudowane. Poza oczywistą renomą marki i wytypowanego modelu, zmotoryzowani niemal z kalkulatorem w dłoni wyliczają potencjalne koszty napraw, jakie najpewniej przyjdzie im zrealizować. Dopiero w dalszej części finansowych analiz przychodzi czas na prześledzenie ceny obowiązkowego ubezpieczenia OC.

W tym przypadku sprawa nie jest oczywista, bowiem towarzystwa ubezpieczeniowe wysokość należnej składki uzależniają od ogromu rozmaitych zmiennych. Wśród nich główne to pojemność skokowa silnika, rok produkcji i rodzaj paliwa oraz wiek i stan cywilny użytkownika. To jednak nie koniec. Liczy się także adres zamieszkania, staż za kierownicą, miejsce garażowania w nocy oraz marka (informująca o kraju produkcji danego modelu). Sprawdźmy czy i w jakim stopniu różnicują się wysokości składek ubezpieczeniowych dla samochodów produkowanych w Europe i Japonii.

W naszych wyliczeniach skupimy się na najbardziej pożądanym segmencie D, obowiązkowo z dwulitrowym dieslem pod maską. Do porównania wybierzemy pięcioletnie średniaki, będące przebojami nie tylko polskiego rynku: Volkswagena Passata B6 2,0 TDI oraz Toyotę Avensis 2,0 D4D z przebiegiem około 120 tysięcy kilometrów. Aby uwzględnić odmienny stan cywilny potencjalnych właścicieli, posłużymy się dwoma doświadczalnymi osobami – rzecz jasna fikcyjnymi. Statystyczny pan Kowalski z dwójką niepełnoletnich pociech na utrzymaniu, legitymuje się trzydziestoletnim stażem w roli kierowcy. Warto dodać, że uprawnienia do prowadzenia samochodu uzyskał w wieku 20 lat. Drugim obiektem naszych badań, na własną prośbę został pan Nowak, trzydziestoletni kawaler z prawem jazdy kategorii B w kieszeni od lat ośmiu. Obaj panowie zameldowani są w Łodzi, dysponują także własnym garażem, gdzie przechowują swoje samochody.

Na pierwszy ogień weźmy uwielbianego przez polskich kierowców Volkswagena Passata B6. W przypadku pana Kowalskiego legitymującego się ciężko wypracowaną zniżką kumulowaną latami – 60 proc. z racji bezszkodowości, jednorazowo wnoszona opłata wyniesie 448 złotych. W przypadku pana Nowaka z Łodzi sytuacja z oczywistych względów wygląda znacznie gorzej. Koszt ubezpieczenia jego Passata wyniesie dokładnie 898 złotych. Cóż, nikłe doświadczenie za kółkiem i stosunkowo młody wiek, czynią zeń wciąż obiekt podwyższonego ryzyka na drodze. Dodatkowo również kawalerski stan nie pomaga w uzyskaniu niższej kwoty OC.

Jeśli nasi doświadczalni bohaterowie z obfitości segmentu D zamiast poczciwego Volkswagena wybiorą Toyotę Avensis 2,0 D4D, od ubezpieczyciela otrzymają rachunki na nieco inne kwoty. W przypadku Pana Kowalskiego zmiana samochodu na w teorii japońską (produkowaną w Anglii) Toyotę Avensis zakończy się zaskakującą wysokością polisy. Otóż ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej wspomnianego modelu uszczupli budżet Kowalskiego o 10 złotych mniej. Będący w odczuwalnie gorszej sytuacji ubezpieczeniowej Pan Nowak, eksploatując analogiczną Toyotę, wyda na OC dokładnie 2 złote więcej niż na Volkswagena Passata.

Dla polskiego kierowcy korzystającego z bogactwa rynku wtórnego nieocenione znacznie mają koszty utrzymania samochodu. Dotychczas, poszukując stosunkowo niskich kosztów eksploatacji, zmotoryzowani wybierali samochody europejskich producentów, których części zamienne są dużo tańsze w stosunku do japońskich oponentów. Podobne rozbieżności cenowe występowały kiedyś także w obrębie ubezpieczeń obowiązkowych. Obecnie żadnych „dyskryminacji” ze względu na kraj pochodzenia auta już nie spotkamy, jedynym powodem do zmiany kwoty ubezpieczenia jest sam kierowca i jego miejsce zamieszkania.

Piotr Mokwiński, moto.wp.pl
tb/sj/sj