Z teczki szkodowej Tomka: „Nie specjaliści – nie profesjonaliści, czyli druciarze – laweciarze”

Nie dalej jak 9 października na skrzynkę mailową Polskiej Izby Motoryzacji wpłynęły zdjęcia, z krótką notatką aby zbadać przypadek na nich przedstawiony (zresztą nie pierwszy w tej tematyce).

Zdjęcia przedstawiają działania na miejscu zdarzenia, polegające na usunięciu uszkodzonego ciągnika rolniczego. Oczywiście nie byłoby w tym zdarzeniu nic dziwnego gdyby nie sam sposób usuwania tegoż ciągnika, pod czujnym okiem…. Funkcjonariuszy Policji. Ale do petitum.

W zdarzeniu drogowym wziął udział ciągnik rolniczy URSUS C-330. Jego masa własna bez obciążenia i kabiny: 1700 kg ( dane producenta), rozkład masy: na oś przednią 635 kg, 1040 kg na oś tylną. I tyle powiedzmy z parametrów, oprócz małego szczegółu. Otóż tylne prawe koło zostało oderwane od korpusu skrzyni biegów wraz ze zwolnicą. Także mamy tutaj do czynienia ze znacznym utrudnieniem co Państwo zobaczycie na zdjęciach. Pojazd, na który nasz rolniczy bohater ma zostać załadowany, to bardzo popularny na polskich drogach dostawczak – wół roboczy, nadający się świetnie jako baza pod liczne zabudowy. Po krótce,  16-calowe koła, dopuszczalna masa całkowita od 3,5 do 4 ton, ładowność do 2000 kg. Tyle parametrów. W naszym omawianym przypadku pojazd zabudowany nieruchomą platformą tzw. pomocy drogowej wraz z wciągarką i najazdami, z otworami w podłodze do zaczepów pasów transportowych. Proszę mi wybaczyć, że nie używam czystej terminologii technicznej, ale moim zamierzeniem jest zobrazowanie tematu także czytelnikom spoza branży. Ale kontynuujmy.

 

Ja na tabliczkę znamionową pojazdu specjalnego nie patrzyłem, ale jego masa własna pod zabudową plus nasz uszkodzony ciągnik rolniczy to raczej więcej niż 3.5 tony…. Nieśmiało pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nawet więcej niż 4 tony. Ale są to moje nie poparte dowodami przypuszczenia.

Już bardzo duże moje emocje wzbudziły zabiegi uwiecznione na zdjęciach jak ten nasz ciągnik jest przygotowywany do załadunku na pojazd pomocy drogowej. Nie trzeba mieć zbyt dużej wyobraźni aby dostrzec działanie rodem z operacji „kamikadze”. Tyle, że w tym przypadku znów się „udało”. Udało się załadować, bez strat w ludziach i sprzęcie i to pod czujnym okiem Policji. Policji która ma SŁUŻYĆ I CHRONIĆ. Udało się przejechać do miejsca rozładunku i rozładować. Na szczęście i tym razem bez strat w ludziach i sprzęcie.

Tylko pozostaje pytanie. Czy tak to powinno wyglądać? Takie standardy obowiązują w XXI wieku w kraju uważanym za cywilizowany? W środku Europy? Moim skromnym zdaniem jednak nie. Mnóstwo takich przypadków ma miejsce przy zabieranych przez „druciarzy” pojazdach ze zdarzeń drogowych. Niewłaściwie oznakowany, bez odpowiedniej wiedzy, sprzętu ładuje pod czujnym okiem służb i odjeżdża. Gubi płyny eksploatacyjne,  uszkodzone elementy pojazdu ale jedzie.

Dlatego Polska Izba Motoryzacji włączy się w unormowanie tej gałęzi rynku. Najwyższy czas przestać wrzucać do jednego worka profesjonalne holowniki z druciarzami – laweciarzami. Będziemy także publikować zdjęcia z naszych dróg, które obrazują patologie w tej branży.

Z eksperckim pozdrowieniem,

Tomasz Szydlak.