Z teczki szkodowej Tomka: „ASO czy nie ASO”

Dawno już nic nie napisałem, dlatego targany wyrzutami sumienia zasiadłem do klawiatury.

Przypadek pierwszy.

Dzięki firmie weryfikującej kosztorysy, wyłonił się niezwykle ciekawy przypadek. U Homera było „być albo nie być”, natomiast ja stanąłem przed dylematem, ASO czy nie ASO. Ale do początku. Mój znajomy, podesłał mi zweryfikowany kosztorys na naprawę bardzo popularnego auta. Nasz weryfikator – cudotwórca z 10 400 zł działaniami tabelaryczno – mi nieznanymi, zweryfikował koszt naprawy do 6 300 zł. Z ubezpieczeniowego punku widzenia świetna weryfikacja. Dopisek na wspomnianej weryfikacji brzmiał: Autoryzowana Stacja Obsługi XY w Warszawie zrobi to taniej. („ASO” wymienione zostało z nazwy a właściciel z imienia i nazwiska). Ale po jakich stawkach: 100 zł netto za Rbh i 8% rabatu na całość! Także finalnie 1 Rbh schodzi za 92 złote netto…. Znam człowieka który podesłał mi weryfikacje, wiem jak kosztorysuje i nie możemy mówić o „napompowaniu” kosztorysu o pozycje, które znaleźć się tam nie powinny. Postanowiłem troszkę pogrzebać w samym statusie naszego ASO. Zacząłem od informacji internetowych i o dziwo, jak przysłowiowy wół na pierwszym ekranie wyrzuca ASO H…. Właściciel na zdjęciach widoczny na tle certyfikatów tejże marki, kolejne strony utrzymujące w tej samej konwencji. No ASO jak nic ! Jak przystało na Tomasza, nie sprawdziło się powiedzenie „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”, no na pewno nie w omawianym przypadku.

Odszukałem telefon kontaktowy do importera wspomnianej marki na teren Polski i wykonałem telefon. Niezwykle miła i kompetentna Pani Agnieszka przybliżyła mi informacje co do sieci ASO ich marki, ale naszego bohatera na owej liście niestety nie było….. Ale Pani Agnieszka zapewniła mnie, że poinformuje swój dział prawny żeby podjąć stosowne kroki i sprostować informację, że to ASO to jednak nie ASO. A na pewno nie marki H. Kolejny krok z mojej strony to telefon do ASO ale jak się okazuje nie ASO H. Rozmowa krótka i rzeczowa, ale z nagłymi zwrotami akcji. Otóż zapytałem Pana czy są ASO H. a Pan mnie zapytał z marszu „z czym mam problem”? Hmmmm… pomyślałem – ja z niczym, po czym po chwili Pan z ASO a nie ASO H. wyjaśnił iż kiedyś byli autoryzowaną stacją ale autoryzacji już nie mają, tylko są podwykonawcami ASO H.

Nadzieję mam, że się nie pogubiliście czytając, ale historia mnie zaintrygowała….. Mam nadzieje że importer tejże marki zweryfikuje informacje o autoryzacji.

 

Przypadek drugi.

Przejeżdżając jakiś czas temu przez okolice Raszyna, tego pod Warszawą oczywiście, jako mocno skażony ale pozytywnie przez swoje działania, w oczy rzucił mi się warsztat samochody z banerami i reklamami, że my to ASO wspomnianej już wyżej marki H. Troszkę na uboczu, ale co tam, miejsce znaczenia nie ma – liczy się jakość. Ale właśnie dziś włączyła mi się lampka i postanowiłem sprawdzić czy rzeczywiście ten podmiot jest ASO marki H. Kilka chwil klikania i cóż się okazało…. Kiedyś byli, teraz już nie są ale oznaczenia wprowadzające w błąd potencjalnego klienta czy też poszkodowanego pozostały. Strony internetowe także informują ze pracują dla marki H. Zagubiony poszkodowany, któremu jeszcze w uszach szumi po huku uderzenia może mylnie zresztą przyjąć że trafił do ASO danej marki.

 

Pewnie się zastanawiacie dlaczego postanowiłem to opisać. Przyczyn jest kilka. Otóż wielu ludzi będąc pod wpływem istotnego błędu zlecają naprawę swoich pojazdów podmiotom, które nie mają autoryzacji do takich napraw od producentów czy importerów. Mało tego okazuje się, że naprawy nie są przeprowadzane w sposób profesjonalny z zachowaniem procedur opisanych przez producenta pojazdu, coś odstaje, coś się różni w kolorystyce.  Oczywiście mamy gwarancje, mamy rękojmię ale może się okazać iż staną się one ciężkie do wyegzekwowania. Wybierając ASO upewnijmy się czy to rzeczywiście jest ASO, a pomogą nam w tym importerzy i ich strony internetowe, ale zerkajcie też na opinie innych klientów a jest ich coraz więcej.  Przestrzegam jednak i apeluję o czujność. Nie wszystkie ASO to ASO……

 

Pozdrawiam,

Tomasz Szydlak