FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „Wiedzy nigdy dość – na temat tego co kupujemy cz. I ”

Po kilku tygodniach zastoju którego powód znamy wszyscy (koronawirus) wszystko zaczyna wracać do normy. Pisząc krótko – pracy nam nie brakuje. Jednak dziś nie będzie o częściach zamiennych, czy działaniach towarzystw ubezpieczeniowych. Dziś ku przestrodze będzie o zakupach. Zakupach używanych samochodów. Nasz rynek wtórny pojazdów jest można śmiało napisać niezwykle bogaty. Starsze, młodsze, małe duże, w różnych cenach, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Tak jak moi klienci znaleźli dla siebie używane auto segmentu C. Marka i model nie są istotne, a raczej sama geneza zakupu pojazdu i dalsze jego perypetie.

Nasi młodzi bohaterowie długo analizowali ogłoszenia w poszukiwaniu idealnego dla ich potrzeb pojazdu. Nie za duży, nie za mały, mało palący diesel z klimatyzacją. Można powiedzieć wymagania niezbyt wygórowane. Padło na srebrnego, nieźle wyglądającego hatchbacka, który na dodatek znajdował się w niedalekiej odległości w rękach pięćdziesięcioletniej kobiety. Wyjazd skutkował zakupem. Auto ładnie wyglądające, Pani (sprzedająca) niezwykle kompetentna i wiarygodna w swoim opisie pojazdu, dodatkowo wspomagana przez syna…. „Trzecie auto w domu i już tak naprawdę nie potrzebne…”. Moi klienci zdecydowali się na zakup, pomogła w tym rodzinna opowieść matki i syna. Negatywne jej konsekwencje miały dopiero nadejść.

Po zapłaceniu ceny rynkowej i powrocie do domu, Pan Domu postanowił oddać pojazd na przegląd. W końcu auto używane i dla pewności oraz bezpieczeństwa własnego zerknąć w nie trzeba. Elektromechanik, Pan Piotr, który zajął się naszym srebrnym na czterech kołach bohaterem, przybierał coraz bardziej marsową minę. W końcu przekazał numer telefonu do mnie z sugestią jak najszybszego kontaktu. Nowi nabywcy zjawili się u mnie w biurze z kompletem dokumentów i nie najlepszymi nastrojami.

Przystąpiliśmy do wstępnych oględzin srebrnej strzały, ale już bardzo pobieżne obserwacje pozwoliły na smutny niestety wniosek. Auto nie jest tak wspaniałe jak głosili byli właściciele. Ilość “tynku” w niektórych miejscach była większa niż po szpachlowaniu ścian w starym budownictwie z wielkiej płyty. Tak, tak, pewnie ktoś zaraz powie, że mierzone “oczomierzem” nie miernikiem grubości powłoki lakierniczej, jednak gwoli wyjaśnienia pozwala to na mocno przybliżony pomiar. Od drzwi prawych przednich, poprzez drzwi prawe tylne, błotnik tylny prawy, pokrywę bagażnika, błotnik tylny lewy, drzwi tylne lewe i przednie prawe, wzbudzały mocne rozwarcie powiek oczu, i moich i nabywcy. Najlepsze jeszcze było przed nami, a dlaczego zaraz przeczytacie. Otóż, pojazd poddaliśmy analizie elektronicznej w zakresie przejechanych kilometrów. Uwaga!, auto zostało odchudzone o blisko 130 000 kilometrów – będę sarkastyczny: trzecie auto w domu, jeździła poważna kobieta, auto nie bite jeżdżone do kościoła i centrów handlowych!. Reasumując – bardzo mi szkoda nabywców tego srebrnego cuda, bo dali się zmanipulować i stali się posiadaczami “szpachlowozu” z niemałym przebiegiem, za rynkowe pieniądze.

Konkluzja!. To co zaraz napiszę na pewno nie spotka się z miłością wielu czytających, jednak chcę abyście Państwo wiedzieli, że nie mam zamiaru wrzucać wszystkich do jednego worka. Otóż, zanim zdecydujecie się wyłożyć pieniądze na stół na zakup samochodu, niezależnie czy od osoby prywatnej czy też firmy specjalizującej się w sprzedaży skorzystajcie z profesjonalnej pomocy aby uniknąć mało sympatycznych niespodzianek. Część samochodów ma „czarne skrzynki”, które rejestrują zdarzenia i można je odczytać w szybki sposób. Ok, pewnie pomyślicie, że to kosztuje, kosztuje też później profesjonalna pomoc techniczna, pomoc prawna, wpisy sądowe, zaliczki na biegłych, a przede wszystkim nasze zdrowie. Niestety coraz częstszymi i przykrymi przypadkami są naprawy powypadkowe pojazdów, i to zarówno z polis OC jak i AC. Niedoszacowane kosztorysy, pomijanie wielu operacji, części zamienne wątpliwej jakości niewiadomych producentów. Cała tego typu sytuacja może się w przyszłości zemścić na sprzedając takie auto, a wiecie dlaczego? Nie ma znaczenia, że nie wiedział – takie tłumaczenie nie pomoże…. I co w efekcie pozostaje – niesmak i zgrzyt zębów.

C.d.n.

Tomasz Szydlak – ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

Poniżej zdjęcia naszego bohatera: