FELIETON: z teczki szkodowej Tomka. „Prawo, prawem, a ONI i tak swoje”

Słowo wstępne

Poszkodowani mają prawo do żądania, pokrywania z OC komunikacyjnego kosztów prywatnej ekspertyzy rzeczoznawcy, o ile okazały się one niezbędne do efektywnego dochodzenia odszkodowania – uznał Sąd Najwyższy. Ta uchwała pomoże poszkodowanym, którym ubezpieczyciele zaniżali wypłaty po wypadkach i kolizjach. I ja się osobiście pod tym podpisuję obydwoma rękoma, tudzież rękami.

Jednak orzeczenie, orzeczeniem a w naszym pięknym kraju i tak jak coś jest dobre, z prawnego punktu widzenia opisane, jest marginalizowane przez instytucje odpowiedzialne za ich wprowadzanie. Trochę przypomina mi to cytat ze starej polskiej kultowej komedii: „Sąd, sądem…” resztę doskonale znacie.

Pomagamy małemu, rodzinnemu warsztatowi samochodowemu – mały ale dobrze wyposażony, z rewelacyjną kadrą. Jednak w aspekcie przeliczania szkód korzystają z naszej pomocy. Raz, że nie ma najmniejszego sensu kupować licencji do programu, wykonując naprawy niezwykle sporadycznie. Poza tym, w swoim składzie mają świetnego blacharza, lakiernika ale operatora systemu przeliczającego szkody już nie. Dlatego łatwiej, szybciej i skuteczniej jest to zlecić ludziom, którzy na tym się znają. Wykonaliśmy kilka kalkulacji przed zapadnięciem orzeczenia i oczywiście nasz klient otrzymał decyzje odmowną. Nie smucąc się tym skierowaliśmy sprawy do sądu.

Osobiście byłem pełen nadziei, że zaszły po wspomnianym orzeczeniu duże zmiany w piśmiennictwie, ale życie jak zwykle zweryfikowało wszystko.

Krótki opis sprawy. Towarzystwo ubezpieczeniowe L. z/s w Warszawie, likwidując szkodę z polisy odpowiedzialności cywilnej posiadacza pojazdu mechanicznego, dokonało oględzin pojazdu i wykonało jako profesjonalista kalkulację naprawy. Stawka Rbh – 48 zł, części zamienne O, ale i PJ. Jak na wyliczenie przygotowane przez profesjonalistę – wyglądało to kiepsko. Całe 3 tys. 420 zł. Bazując jedynie na zakresie szkód opisanym przez ubezpieczyciela, przygotowany został kosztorys naprawy przez certyfikowanego rzeczoznawcę i zarazem biegłego sądowego. Stawka 120 netto, części tylko O, czytanie błędów, jazda próbna, mycie detalingowe i wyszło naszemu rzeczoznawcy 7 tys. 072 zł. Kwota ta nie spodobała się naszemu przywołanemu towarzystwu (nie wysyłamy kosztorysów do żadnych weryfikacji bo i kim są ludzie którzy je wykonują/ weryfikują?) i otrzymaliśmy decyzję obciętą o 577 zł. Nie spodobały się im stawki – ucięli do 85 zł netto (wyleczymy ich w sądzie) i jakieś drobnostki. W decyzji jednak ani słowa o fakturze za wykonaną przez rzeczoznawcę kalkulację. Do tego roszczenia przyszła decyzja oddzielna. Odmowna oczywiście.  Nie będę jej cytował. Przeczytajcie Państwo sami….. Fragment decyzji poniżej, otrzymanej 9 września 2019 roku.

To nie była opinia. To była poprawiona, błędnie wykonana przez ubezpieczyciela kalkulacja naprawy. Brawo oni. Błędnie wyliczyli, puścili w Polskę, zmusili do pracy kolejnych ludzi i co? To, że ktoś poprawiał ich herezje to już na rekompensatę nie zasługuje? Jakoś burzy to moje, nie po raz pierwszy mocno nadwyrężone pozytywne (takiego już raczej nie ma), zdanie na temat ubezpieczycieli. Kiedyś brałem sobie dość mocno do serca takie sytuacje. Nieważne, że poprawiłeś czyjś błąd (błędy), zrobisz to dobrze, co zostaje przypieczętowane wypłatą. Przekazałeś swoją wiedzę, czas, zapłaciłeś za wejście do systemu. To się nie liczy.

A wystarczyło to dobrze zrobić na najwcześniejszym etapie…….przez profesjonalistę.

Jednak są jeszcze sądy powszechne, które prostują takie praktyki. To nic, że zapadnie orzeczenie. To nic, że roszczenie wzrośnie o co najmniej 60 %. Takie są realia na dzień dzisiejszy.

Doliczą nam do polis? To raczej pewne.

 

Tomasz Szydlak

Ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.