FELIETON: z teczki szkodowej Tomka – „poranna rozmowa z… pstrykaczem”

Kilka dni temu brałem udział w oględzinach samochodu po zdarzeniu komunikacyjnym. Była ofiara śmiertelna. Pojazd bardzo mocno zniszczony. Jako że zdjęcia ukazywały się w mediach, udostępniam Państwu link, tak abyście mieli pogląd ogromu zniszczeń: https://kurier-nakielski.pl/kolejny-smiertelny-wypadek-pod-tuchola-nie-zyje-50-letnia-pasazerka/

Jako że pojazd stał ponad miesiąc na parkingu strzeżonym ponieważ właściciel nie był w stanie ze względu na obrażenia się nim zająć, rodzina zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc. Zorganizowałem transport pojazdu do miejsca zamieszkania poszkodowanego. Bezzwłocznie, za pomocą internetowego formularza zgłosiłem szkodę. Po niedługim czasie zadzwonił do mnie likwidator merytoryczny i zaproponował oględziny za pomocą przesłania zdjęć lub nakręcenia filmiku za pomocą telefonu. Nie wyraziłem zgody ponieważ pojazd nie jest zbyt popularny na polskim rynku, ponadto poszkodowani wracali z wakacji mając w przestrzeni ładunkowej wiele prywatnych rzeczy. Stanęło na oględzinach pojazdu przez eksperta mobilnego. Jako, że jak wspomniałem, właściciel pojazdu nie był w stanie ze względów zdrowotnych być obecny, ja uczestniczyłem podczas oględzin zarówno jako obserwator jak i osoba mogąca pomóc.

Z ostrożności zabrałem ze sobą skany dokumentów poszkodowanego jak i pojazdu, wydruk z CEPiK dot. samochodu. Brakowało faktur za montaż instalacji gazowej oraz haka holowniczego. Same oględziny przebiegły w sposób niezwykle sprawny, bez utrudnień, choć niektóre pytania eksperta TU P.. S.A. z/w Warszawie wzbudziły moje wątpliwości. Otóż pan zapytał czy mam kluczyk do pojazdu ponieważ nie będzie mógł odczytać stanu licznika. Przede wszystkim, przy takich uszkodzeniach zauważyć należałoby w pierwszej kolejności i zarazem sprawdzić czy stan instalacji elektrycznej pozwala na zainicjowanie zasilania w obwodach, a następnie bez potrzeby wkładania kluczyka do stacyjki odczytać można przebieg pojazdu. Jako że jestem certyfikowanym analitykiem danych wypadkowych pojazdów, podzieliłem się tą wiedzą z ekspertem TU. O dziwo pan przyznał mi rację i przystąpiliśmy do odczytu przebiegu. Zgodnie z moimi sugestiami pan ekspert dokonał odczytu rzeczywistego przebiegu o czym mnie poinformował, a dodatkowo potwierdziliśmy to wydrukiem CEPiK. Co do wyposażenia dodatkowego t. j. instalacji gazowej, haka i innych usprawnień pojazdu, pan zobligował się do zaciągnięcia tej dokumentacji z akt szkody.

Rozstaliśmy się w dobrych relacjach, życząc sobie miłego dnia. No i przyszła wycena. O zgrozo zastanawiałem się co ten człowiek tam namaścił. Zaczęło się od przebiegu pojazdu, który został wpisany jako OSZACOWANY NA 71 000 km!!! A podczas oględzin, Pan Ekspert odczytał niewiele ponad 8 000 km!!! Jakże niewielka różnica a zarazem przekłamanie w dokumencie mającym służyć jako dowód w postępowaniu toczącym się na podstawie ustawy, i mającym wpływ na jego wartość na dzień szkody!  Ale przemieszczałem się wzrokiem na coraz niższe partie wyceny wartości pojazdu na dzień szkody i ….. miesięczna instalacja gazowa – sekwencyjna wyceniona na 1 595 złotych. Nie będę mędrkował ale do 4 cylindrowego motoru to chyba nie kupi się osprzętu i butli zewnętrznej montowanej pod pojazdem. A gdzie robocizna? Hak holowniczy użytkowany przez miesiąc – 350zł., wyciszenie przestrzeni bagażowej – 300 złotych. Żadnych dodatkowych wyliczeń, obliczeń, symulacji, po prostu – pan ekspert wpisał sobie z ręki. Czytamy dalej. Zadana szacunkowa korekta z tytułu wcześniejszych napraw: potrącenie – 408 zł. Pan ekspert nie zadał sobie najmniejszego trudu żeby to w jakikolwiek sposób udowodnić! Kolejne wersy: regionalna sytuacja rynkowa potrącenie 817 złotych. No słów mi brak! Człowiek nawet nie zadał sobie najmniejszego trudu żeby przedstawić jakiekolwiek oferty z rynku. Nie porównał ich, nie stwierdził żadnych różnic w cenach zakupu, sprzedaży. Po prostu po raz kolejny z „rączki” wywalił potrącenia. Słów mi brakowało do bezkresu głupoty, malkontenctwa i zakłamania w tej wycenie. Człowiek nie wiedział, że nie jestem z przysłowiowej bramy czy też łapanki. Usłyszał, że właściciel jest bardzo mocno kontuzjowany i porusza się na wózku inwalidzkim. I już wiem, że na pewno nie kierował się zasadą profesjonalisty i jakąkolwiek empatią.

Wysłałem mail do likwidatora z moimi wątpliwościami ale i zarazem zadzwoniłem do pana eksperta „oglądacza” a może „pstrykacza”, a może „paparazzi”. Wybierzcie sobie odpowiedni epitet. Napisałem o tym celowo bo resztę przeczytacie dalej. Dzwonię. Jeden, dwa, trzy sygnały, Pan w/w ekspert + dowolnie wybrany epitet odebrał telefon. Przedstawiłem się, przybliżyłem okoliczności, w których się poznaliśmy i zadawałem kolejne pytania: co do zafałszowanego przebiegu, potraceń i wiecie co? Facet zaczął kłamać. Ale z tych kłamstw się wycofał. Skierował mnie do likwidatorki (sic!). To ona to auto oglądała i popisała głupoty? Zapytałem też pana czy jest rzeczoznawcą. Odpowiedział, że TAK! Poprosiłem o nazwę ośrodka certyfikującego i numer certyfikatu. I facet jak piskorz zaczął się wić. W końcu przyznał, że jest ale pracownikiem towarzystwa a certyfikatu nie ma…..

Definicja rzeczoznawcy poniżej:

Rzeczoznawca: tytuł przyznawany na podstawie odpowiednich przepisów szczególnych, osobom o wysokich kwalifikacjach i odpowiednio dużym udokumentowanym doświadczeniu w określonej dziedzinie i specjalności zawodowej.

Trochę mi to przypomina podszywanie się pod…… określone osoby i świadome wprowadzanie w błąd. Sprawy nie odpuścimy. Towarzystwo ubezpieczeniowe jako profesjonalista, posiadający profesjonalna kadrę oraz profesjonalne narzędzia …… zagalopowałem się. Gdzie ten profesjonalizm? A ja wiem. Przy sprzedaży polis na pewno jest większy.

O tym także porozmawiamy w dniach 10-11 grudnia 2019 roku, na Łączyny 5 w Warszawie, na XIV Dyskusyjnym Forum Ubezpieczeń Komunikacyjnych. Zapewniam Was! (www.forumubezpieczen.com)

 

Z eksperckim pozdrowieniem,

Tomasz Szydlak,

Ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.