FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „Operator 58, słucham”.

Dziś nie będzie o problemach sekcji blacharsko – lakierniczej, ale myślę że również zagadnienie jest niezwykle ciekawie, a temat dotyczyć śmiało może zarówno dróg, jak i szkód.

Czwartek 14 marca 2019 roku, zaczął się jak każdy inny. Spacer z psem, prysznic, śniadanie i wyjazd do Łodzi, na kolejne szkolenie z cyklu „ Skuteczna likwidacja szkód komunikacyjnych” organizowane przez Polską Izbę Motoryzacji. Zmienne warunki pogodowe, kilka telefonów po drodze. Nic nie wskazywało, że mogą wystąpić jakiekolwiek niespodzianki czy trudności. GPS wskazywał mi 150 metrów do celu. Byłem zadowolony z przebiegu podróży bez utrudnień czy też niespodzianek. Jednak te ostanie 150 metrów okazało się niezwykle dynamiczne i wskazujące na brak empatii, człowieczeństwa i obnażyło bezduszność służb odpowiedzialnych za ratowanie zdrowia i życia ludzkiego.

Przejeżdżając ul. Rokicińską, zauważyłem leżącego na chodniku ze ścieżką rowerową człowieka. Człowiek, nazywajmy go poszkodowanym leżał w bezruchu na plecach. Obok stał młody człowiek. Przede mną kilkanaście samochodów na trzech pasach ruchu w jedną stronę. Co najmniej kilkanaście osób patrzących na tę sytuacje. Staropolskim zwyczajem u wielu kierujących paraliż prawej stopy i jazda z prędkością patrolową żeby „dobrze widzieć” co się stało i dlaczego człowiek ten leży. Nikomu jednak nie przyszło do głowy aby się zatrzymać zapytać co się stało, czy pomóc. Zerknąłem na zegarek, była godz. 9.08, a szkolenie zaczynałem o 10.00. Tyle, że nie mogłem człowieka zostawić bez pomocy. Zjechałem na chodnik wysiadłem i podszedłem do poszkodowanego. Młody chłopak ok 22-25 lat. Uniform jednej z firm zajmujących się ochroną, identyfikator, plecak. Zamknięte oczy, płytki oddech, brak kontaktu werbalnego. Nie czuć było woni alkoholu. W kieszeni kurtki wibrował telefon. Młody człowiek, który był pierwszy na miejscu, słyszałem jak próbuje wyjaśnić operatorowi genezę zdarzenia. Po niedługiej chwili zatrzymał się jeszcze jeden samochód, pojawiło się dwóch mężczyzn. Nasz poszkodowany leżał na mieszanej powierzchni betonowo – asfaltowej, co skutkowało postępowaniem wyziębienia. Drgawki, wymioty, to kolejne niepokojące objawy których dostał nasz poszkodowany. Mijały kolejne cenne minuty a jeden z mężczyzn próbował przekonać dyspozytora do wysłania karetki. W pewnym momencie stojący obok mnie zgłaszający  chłopak, zaczął coraz dynamiczniej wręcz żądać przysłania karetki. Drugi z mężczyzn zabezpieczył telefon naszego poszkodowanego i rozmawiał z jego mamą. Okazało się, że nasz poszkodowany choruje na serce, jest pod stałą opieką lekarza i dostał zapaści. Okazało się, że to 23 letni chłopak, który akurat szedł do pracy. Poprosiłem telefon od mężczyzny, który cały czas próbował wezwać karetkę. Po otrzymaniu aparatu, przedstawiłem się, i wtedy usłyszałem: „Operator 58 słucham”, stanowczym głosem przedstawiłem potrzebę zadysponowania załogi pogotowia ratunkowego. Jednakże zrozumiałem dlaczego wezwanie pomocy trwa tak długo i to z takimi komplikacjami. Dyspozytor rozpoczął recytować swój zestaw pytań: czy osoba poszkodowana jest przytomna, czy oddycha, czy mówi, czy jest pod wpływem alkoholu bądź narkotyków, proszę go szturchnąć aby sprawdzić czy zareaguje…… Zestaw był zbyt obszerny i zamiast przybliżać nas do szczęśliwego końca, to wciąż oddalał…. Nasz poszkodowany poddany był działaniu, bólu, chłodu i „świetnie działającego” w mojej ocenie dyspozytora 58. Oddałem słuchawkę, z samochodu wyciągnęliśmy stary dywan, który akurat miałem w bagażniku, i koc. Wspólnymi siłami przenieśliśmy poszkodowanego na dywan, izolując od chłodu z podłoża oraz przykryliśmy go kocem. Widać było, że młody człowiek mocno cierpi. Próbował coś powiedzieć ale nie miał na to sił. A my dalej czekaliśmy na karetkę….. Nie wiem kto zasugerował żeby wezwać Policję i przy jej udziale przetransportować do szpitala poszkodowanego w jej asyście. Szybki telefon krótka rozmowa i czekaliśmy również na radiowóz. W trakcie okazało się także, że nasz czekający na ratunek ma przy sobie tablet z dokumentacja medyczną. W międzyczasie również kolejna rozmowa z jego matką. W obecnym układzie byliśmy w 5 i nasz poszkodowany. Chłopak wciąż leżał ale przynajmniej nie marznął i miał opiekę innych ludzi. Wymieniliśmy poglądy na temat czasu reakcji pogotowia ratunkowego. Wtedy też mężczyzna, który próbował wezwać karetkę poinformował nas, że wspominany wyżej dyspozytor poinformował na koniec, że złoży przeciwko nam zawiadomienie do prokuratury…… Pojawiła się także karetka pogotowia. Spojrzałem na zegarek, była: 9.46, od momentu zgłoszenia do momentu przyjazdu służby ratunkowej minęło 48 minut. Z karetki wysiadła ratowniczka w wieku ok. 30 lat, jej pierwsze słowa brzmiały: „pijany czy naćpany ?”. Kilka zdań z naszej strony, wypowiedzianych raczej mało przyjemnie, że ani pijany ani naćpany, i gdyby nie szybka reakcja kierowcy karetki, pani Ratownik zapewne otrzymałaby kilka kolejnych mało sympatycznych słów. Zadziwiające było to, że ten młody człowiek z jakąś zapaścią, który upadł w miejscu publicznym zaszufladkowany został przez większość jako „pijak albo ćpun”. Ale czy nawet przy takich okolicznościach nie zasługiwałby na szybką i skuteczną pomoc ? Chwilę po karetce przyjechała wzywana 20 min. później Policja. Policjanci wysłuchali naszej relacji i widać było, że mieli coś do powiedzenia. Jednak chyba tylko ich wrodzony profesjonalizm nie pozwolił im na skomentowanie sytuacji. Z niecierpliwością będę oczekiwał wezwania do prokuratury, na które powoływał się operator 58. Na pewno ze swojej strony będę się starał zwrócić uwagę stosownych organów na zasygnalizowanie większej empatii ze strony operatorów. Nie chciałbym wrzucać wszystkich do jednego „wora”, bo na pewno nie wszyscy postępują w ten sposób. Jednak  sprawy pozostawić tak nie można.

Szkolenie rozpoczęło się zgodnie z planem. Ostatnie metry przebyłem bez dodatkowych przeszkód. Po nieprzyjemnym poranku, popołudnie okazało się miłym zakończeniem. Bardzo się cieszę, że branża motoryzacyjna – ciężarowa, rozpoczęła bardzo intensywne działania związane z uzdrowieniem branży napraw blacharsko – lakierniczych. Następne spotkanie 4 kwietnia w Warszawie. Zapraszam wszystkie sektory do zaangażowania i współpracy, branżę ciężarową, autobusową, rolniczą, produkującą i naprawiającą naczepy, przyczepy, tak naprawdę wszystko co jeździ, aby się konsolidować i walczyć o swoje zarówno prawa, jak i pieniądze.

Życząc wytrwałości,

Z eksperckim pozdrowieniem

Tomasz Szydlak