FELIETON: z teczki szkodowej Tomka „Młotkiem w podłużnicę, czyli historia pewnej opinii ”

Już dawno dla Państwa nic nie napisałem. Ale historia którą ostatnio usłyszałem o mało nie doprowadziła do tragedii z moim udziałem. Kiedyś krążyła anegdota o dwóch duszach spotykających się w niebie, gdzie jedna pyta drugą : „jak się tutaj znalazłaś?.” A ta odpowiada: „umarłam ze zdziwienia”. I wyobraźcie sobie Państwo, że taka sytuacja o mało nie spotkała mnie….. Ale do sedna. Otrzymałem do zapoznania się z dwiema opiniami biegłego sądowego, przygotowane na okoliczność błędów wykonawczych warsztatu naprawczego. Ale od początku.

Na południu Polski doszło do zdarzenia drogowego gdzie uszkodzeniu uległ samochód osobowy marki Ś. Pojazd ten przetransportowany został do ASO tejże marki, gdzie przeprowadzone zostały oględziny a następnie sama naprawa. Lepszej konfiguracji w przypadku poszkodowanego być nie mogło, jak taka naprawa. Ale radość z przywrócenia pojazdu do „stanu sprzed szkody” trwała krótko, a sam dalszy przebieg tej historii zatoczył niezwykle ciekawe koło. Otóż podczas oględzin po naprawie wykonanych przez pracownika ubezpieczyciela (płatnika) okazało się, że z pojazdem jest mocno „nie tak”. Część naprawy wykonana w ASO oparła się o montaż tzw. alternatywnych części zamiennych, pomimo że w kosztorysie naprawy zawarte były części oryginalne. Ale to nie wszystko, bo to zaledwie wstęp do uwertury. Otóż, w pojeździe uszkodzone zostały także podłużnice, które nie przeszły naprawy. Wykonawca naprawy wezwany został do usunięcia wad, ale oczywiście do niczego się nie przyznawał i nie miał najmniejszego zamiaru nic naprawiać. A szkoda – bo przecież to właśnie ASO co do zasady są uważane za w pełni profesjonalne podmioty, posiadające odpowiednio wyszkoloną kadrę, odpowiednie narzędzia, a przede wszystkim wykonujące naprawy z użyciem części oryginalnych. Jak można się zawieść…..

Sprawa trafiła do sądu. Jednym z wniosków dowodowych było przygotowanie opinii biegłego co do wysokości szkody w pojeździe oraz wysokości kosztów usunięcia wad wykonawczych ASO. Jak policzył Pan biegły, przy jego kosztorysie winna wystąpić tzw. szkoda całkowita, ale też biegły stwierdził iż w likwidacji szkody z polisy OC sprawcy najważniejsze są ustalenia umowne pomiędzy ASO a ubezpieczycielem….O kurczaczek…..Ale ciekawsze dopiero następowało. Pan Biegły stwierdził, że i owszem podłużnice nie zostały naprawione, ale można zrobić to bez przezbrojenia komory silnika ….. A teraz będzie najlepsze!. Według Pana Biegłego naprawę tę można wykonać młotkiem! Tak dobrze czytacie! Młotkiem! I to była przyczyna mojego bez mała zejścia ze zdziwienia. Zacząłem się zastanawiać, jak to się dzieje, że opinie na potrzeby procesów sądowych piszą tacy „fachowcy”. Skąd bierze się ich wiedza, doświadczenie życiowe i inne przymioty. Ale mnie zaintrygowało coś innego, mianowicie klasa samego narzędzia, tzn. czy ten młotek powinien być w jakiś sposób certyfikowany przez producenta pojazdu? Czy może to być młotek P, PJ czy też Z, a może bezwzględnie młotek O albo Q? W końcu to ASO. Czy operator młotka do prostowania podłużnic powinien przejść specjalistyczne szkolenie w jego obsłudze?. Pytań zapewne miałbym więcej ale zapewniam Was, że nie odpowiem na jedno ani drugie. Ale jedno co mi do głowy przychodzi to kolejna stara anegdota, że co niektórzy młotka (niekoniecznie do prostowania podłużnic) powinni używać do popukania się w …… czoło.

Nie wiem jak zakończy się ten proces, ale po jego zakończeniu na pewno Państwa poinformuję.

 

Z pozdrowieniem:

Tomasz Szydlak – Polska Izba Motoryzacji.