FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „Co ten Szydlak mi nagadał” ?

Od kiedy związałem się z Polską Izbą Motoryzacji, dużo podróżuję, rozmawiam z przedsiębiorcami z branży, zbieram informacje, analizuję. Częstym tematem poruszanym przez zainteresowanych były i są kwestie związane ze stosowaniem rekomendacji Ogólnopolskiej Motoryzacyjnej Rady Technicznej.

Że są kreślone, pomijane, a nawet pojawiły się głosy, że to nic innego jak jednostronne tzw. widzimisię grupy ludzi mające cechy zmowy cenowej. Jako, że rentowność zakładów jest dla nas bardzo ważna, postanowiłem dalej zgłębiać temat, zbierać informacje i nasłuchiwać. Myślę, że warto było czekać i być cierpliwym. Dotarł do mnie sygnał, że podczas jednego ze szkoleń, sprzedawca/ opiekun regionalny pan Michał K. reprezentujący barwy jednego z dostawców programów przeliczających szkody, poszedł w swoich wywodach niezwykle daleko…. Chciałbym nawet napisać: o wiele mostów za daleko. Oczywiście, proszę Państwa ja zdaję sobie sprawę z faktu, że nikt nie jest pozbawiony tzw. dozwolonej krytyki, jest szeroko rozumiana demokracja no i wolność słowa. Ale do sedna.

Otrzymałem potwierdzone informacje że w/w pan pozwolił sobie na szereg swoich uwag dot. rekomendacji. Z ciekawostek, wg pana Michała: rekomendacje to zmowa cenowa (sic!), rekomendacje powstały w wyniku lobbingu tylko jednej ze stron, bez udziału towarzystw ubezpieczeniowych, jak trafią na „normalnego rzeczoznawcę” to będzie wiedział co z nimi zrobić, i wiele innych….. Postanowiłem sprawdzić osobiście te rewelacje i zadzwoniłem do pana Michała. Przecież w końcu to profesjonalista i wie najlepiej. I udało się. Pan odebrał i był niezwykle ochoczy do rozmowy. Tak więc rozpocząłem rozmowę od rekomendacji. Oczywiście pan wykazał się inicjatywą i niesamowitą ochotą na rozmowę. I jakież było moje zdziwienie jak bez najmniejszych ogródek pan Michał rozpostarł mi swoje tezy dot. OMRT – „…że w ogóle co to jest, kto to współtworzył, a przede wszystkim nie zostały te rekomendacje przyjęte przez żadne towarzystwo ubezpieczeniowe tak jak to było w przypadku ORT….”.

Po kilku minutach rozmowy zaczęło się robić na linii telefonicznej bardzo ciekawie. Pan Michał kwestionował cieniowanie elementów, sprzątanie, mycie…. Zapytany o jazdę próbną po naprawie, pan Michał K. Stwierdził, że ta operacja także jest bezzasadna. To już było dla mnie niesamowicie ciekawe. Tym bardziej, że pan Michał, dobitnie zauważył, iż jest praktykiem (długie lata pracował – pracuje w warsztacie), no i jest odpowiedzialny za część Polski za obsługę i sprzedaż „programu eksperckiego” (słowa p. Michała K.). W moich oczach CV pana wzbudziło zachwyt, które szybko runęło pod poziomem (nie)wiedzy wspomnianego. Pan porównał prace czysto stricte mechaniczne do blacharsko – lakierniczych i zapytał od kiedy to ma być refundowane mycie? „Jadę na przegląd to mi myją sami z siebie”. Zmiana stanowiska pana nastąpiła jak go zapytałem kto ma zapłacić za sprzątanie wnętrza po naprawie, mycie po chociażby polerowaniu itp. Pan stwierdził, że no to jednak płatnik. Ale cieniowanie – ABSOLUTNIE!

I znów pan zdanie zmienił po przedstawieniu jemu mojej skromnej argumentacji. Ale ciekawych fragmentów rozmowy było wiele. Usłyszałem, że dostarczane przez pana Michała narzędzie odzwierciedla technologię naprawy wg. producenta, następnie że jednak nie, po to aby na koniec stwierdzić, że uzależnione jest to od danych jakie przekazują producenci samochodów. Pan był także zdziwiony, że wiem o możliwości stosowania pewnych operacji naprawczych, wyłączonych z automatu funkcjach czy problemie związanym z brakiem naliczania materiału do napraw elementów plastikowych – też z tzw. automatu. W pewnym momencie doszło do sytuacji, gdzie p. Michał coraz częściej zaczął zadawać mi pytanie – co ja o tym myślę? A myśli zaczęły kotłować mi się w głowie. Postanowiłem, że jednak czas zakończyć tę rozmowę i się ujawnić. Tak też uczyniłem. Przerwałem panu na chwilę, przedstawiłem siebie, przedstawiłem również instytucję, którą reprezentuję. Pan zamilkł. W kilku słowach powiedziałem panu rzeczowo o rekomendacjach OMRT, o tym że nie jest to działanie w tzw. zmowie cenowej (badane to już było przez stosowne organy) oraz o tym, że towarzystwa ubezpieczeniowe zaproszone zostały do ich współtworzenia i konsultacji, tyle że współpracą z nami zainteresowane nie były. Zapytałem pana Michała czy wiedział o tym? Stwierdził, że nie. Zapytałem więc dlaczego przekazuje nieprawdziwe informacje ? Niestety pan Michał taki rozmowny już nie był. Milczał. Milczał już do końca rozmowy.

Mam taką refleksję i mam nadzieję, że przejdzie cenzurę. Spotykam się z wieloma ludźmi z branży. Rozmawiam z nimi. I teraz wyobraźcie sobie, że do takiego człowieka jak pan Michał dzwoni przedsiębiorca, który chce zapytać o kwestie, które opisałem. Nie mając odpowiedniej wiedzy potraktowany zostanie nazwijmy to z przymrużeniem oka. Następnie w formie plotki przekazane mu zostaną zafałszowane informacje, i….. i w tym momencie mój wcześniejszy rozmówca pomyśli co najmniej: „co ten Szydlak mi nagadał?”. Przecież tamten, tam pracuje to wie! A jednak nie. Nie wie. Nawet niewiele robi żeby wiedzieć.

Szanowni Państwo! Zarówno ja, jak i Polska Izba Motoryzacji pozostajemy do dyspozycji jeżeli chodzi o pytania dotyczące rekomendacji OMRT oraz ich stosowania. Ja sam osobiście będę wdzięczny za wszelkie sygnały związane z OMRT. Zarówno trudnościami ich stosowania jak i tzw. plotkami, abyśmy mogli podejmować skuteczne działania. Mój mail: tomasz.szydlak@pim.pl

I jeszcze jedno: przedsiębiorcy – bądźcie konsekwentni! Nie zatrzymujcie się w miejscu i nie poddawajcie. To Wasze pieniądze, i jeżeli nie wyciągniecie po nie rąk, to Wam przelecą…między palcami.

Z pozdrowieniami,

Tomasz Szydlak

Ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.