FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „To jest wojna, a Wy jesteście żołnierzami jednej ze stron”…

W tytule celowo przytoczyłem fragment scenariusza filmu „Demony wojny według Goi”, scenariusz i reżyseria Władysław Pasikowski. Oglądałem ten film wielokrotnie i uważam, że jest świetny i pomimo upływu lat, w mojej ocenie ponadczasowy. Nie jeden z Państwa pewnie pomyślał, co on ma wspólnego z tematami, które poruszam. Otóż uważam że ma. O tym zaraz.

Od kilku lat widać swoistą walkę pomiędzy poszkodowanymi i warsztatami a towarzystwami ubezpieczeniowymi. Bitwy na słowa, pisma, żale, nie zawsze argumenty rozgrywają się codziennie. Kończą już różnie. Niejednokrotnie łzami.  Śmiało mogę napisać, że tytuł jest trafiony.

Likwidacja szkód obejmuje liczne roszczenia. Przywrócenie rzeczy do stanu sprzed szkody, pojazd zastępczy, holowanie, parking i inne nie wymienione, za które przysługuje poszkodowanym zadośćuczynienie bądź odszkodowanie. Jednym z takich roszczeń jest pojazd zastępczy. Coraz liczniejsze są niezależne wypożyczalnie oferujące młodą flotę na rzeczywisty czas naprawy samochodu. Uważam, że to jest dobre. Ale ubezpieczyciele także oferują pojazdy zastępcze poszkodowanym i także nie neguję takich działań. Jednak nie byłbym sobą gdybym nie wyłapał kolejnych grzechów towarzystw w tej materii.

Poniżej macie Państwo do wglądu decyzję jednego z towarzystw ubezpieczeniowych. Moim skromnym zdaniem dział prawny tego towarzystwa nie śpi. Działa i to napiszę szczerze: całkiem nieźle. Kwestia dotyczy odmowy wypłaty odszkodowania za pojazd zastępczy, ponieważ poszkodowanym jest leasing jako właściciel. Natomiast KORZYSTAJĄCY to… No właśnie kim jest korzystający? Prześledziłem kilka umów leasingu, wynajmu długoterminowego i zauważyłem, że definicje korzystającego są różne, a same zapisy umów dają towarzystwom możliwość odmowy wypłaty odszkodowań za część roszczeń. W Polskiej Izbie Motoryzacji już działa grupa ekspertów, która zajmuje się tym problemem.

Kolejny grzech ubezpieczyciela. Podczas zgłaszania szkody na infolinii i przejściu całej procedury, konsultantka zaproponowała możliwość zorganizowania pojazdu zastępczego. Poszkodowany to przedsiębiorca branży budowlanej, uszkodzony pojazd, bus brygadowy + przestrzeń bagażowa. Samo zgłoszenie szkody przebiegło bez zarzutu, sprawnie i szybko. Po przełączeniu do firmy zajmującej się organizacją pojazdów zastępczych z ramienia towarzystwa ubezpieczeniowego, już tak fanie nie było. Pani zadała kilka podstawowych pytań takich jak: marka, model uszkodzonego pojazdu, numer szkody, miejsce podstawienia pojazdu zastępczego. Jednak było także tzw. ostatnie pytanie: „czy Pana pojazd jest na gwarancji?”. Poszkodowany sumiennie odpowiedział, że już nie. Miła w głosie pani z wypożyczalni wskazanej przez ubezpieczyciela oznajmiła, że: „nie zapewnią poszkodowanemu pojazdu zastępczego ponieważ oni podstawiają jedynie pojazdy na gwarancji”. Dla wielu z Państwa są to sytuacje znane z codzienności. Dla innych nie. I teraz poszkodowany korzysta z pojazdu wypożyczalni niezależnej, na rzeczywisty a nie technologiczny czas naprawy po stawkach czynszu rynkowych a nie stawkach ubezpieczeniowych. Co ubezpieczyciel w decyzji pisze? Że – a jak! Przecież my zapewniliśmy! Weryfikujemy do naszych stawek i naszego czasu! Zapewnili poszkodowanemu skok ciśnienia tętniczego krwi i sporo złości. To na pewno. Dobrze, że jesteśmy w posiadaniu nagrania i swoich racji będziemy bronić w sądzie.

Jakiś czas temu, w jednym z felietonów opisywałem Państwu sytuację gdzie towarzystwo ubezpieczeniowe ma tak skonstruowane umowy, że za uszkodzone auta powyżej 8 i 10 lat poszkodowani mają otrzymywać pojazdy 1-2 segmenty niższe. Kolejna „artystka pisarka likwidatorka” stwierdziła, że segment 10 lat temu odpowiada obecnemu B. Poproszona o wyjaśnienia dopłaciła szybko brakującą kwotę i pomimo kilku monitów o udzielenie odpowiedzi, nabrała wody w klawiaturę.

Jednak jeden z przedstawicieli wypożyczalni obsługujących ubezpieczyciela przyjechał z umową wypełnioną w 80%. Imię, nazwisko etc. Brakowało m.in. wpisanej stawki czynszu najmu. Poprosiliśmy pana o wpisanie stawki jaka obowiązuje, z tabeli towarzystwa ubezpieczeniowego. Pan oznajmił, że przecież to towarzystwo płaci to co poszkodowana obchodzi jaka kwota tam będzie! Ekstra, wygląda na to, że w tabelach inne a w umowach stawki inne obowiązują! Pan nawet konsultował to ze swoim przełożonym i ubezpieczycielem. Stwierdził, że wszyscy mu powiedzieli, że tak ma być. Oczywiście nagrane całe zajście zostało opisane do towarzystwa celem wyjaśnienia tej sytuacji. Hmmm… ci też nabrali wody w klawiaturę. Czy podpisaliby Państwo jakąkolwiek umowę, w której nie jest uzupełniona wiążąca strony kwota wynagrodzenia? Pytanie retoryczne było.

My działamy dalej. Wyłapujemy nieprawidłowości, wątpliwe zapisy decyzji, błędy. Czasami przypomina to wojnę na słowa, gdzie każda sprawa to mała potyczka, ale zdarzają się także duże bitwy. Najsmutniejsze jest to, że profesjonaliści w swoich decyzjach często piszą: NIE BO NIE. To taka analiza końcowa, bo argumentów już im brakło.

Nie przypomina Wam to wojny ?

Jestem zwolennikiem inicjowania postępowań sądowych i walki o każdy swój ciężko zarobiony pieniądz. Po raz kolejny apeluję: branżo blacharsko – lakiernicza konsoliduj się!

Z eksperckim pozdrowieniem,

Tomasz Szydlak, ekspert PIM