FELIETON: z teczki szkodowej Tomka „Studium pewnego przypadku cz. I”

Słowo wstępne.

Opisana poniżej sprawa, jak wszystkie opisywane przypadki, wydarzyła się naprawdę.

Połowa marca 2019 roku, jak to zwykle bywa, krótki opis sprawy opowiedziany łamiącym się głosem kobiety. Chwila refleksji, kilka krótkich dodatkowych pytań. I tak kolejna sprawa, która przynajmniej w mojej ocenie nie ma nic wspólnego z tzw. profesjonalizmem w działaniu trafiła do mnie. Ale, od początku.

Rozdział I – Geneza.

Na pewno poranek 1 grudnia 2018 roku, dla użytkowniczki samochodu japońskiego producenta S. nie zapowiadał się jakoś szczególnie. Po południu wyjeżdżając ze stolicy na południe drogą S-7 doszło do niespodzianki. Pojazd odmówił tzw. posłuszeństwa i …. stanął. Dobrze,
że choć na pasie awaryjnym. Kierująca wzorcowo ustawiła trójkąt i włączyła światła awaryjne ( ustalenia Policji z miejsca zdarzenia ). Zajęła, dla własnego bezpieczeństwa, miejsce za barierami energochłonnymi oczekując na holownik. I to był pomysł najlepszy tego popołudnia, jak się później okaże. Kilkanaście minut później, kierujący samochodem ciężarowym z naczepą „przybrał” pobocza i zdjął lewą stronę karoserii unieruchomionego samochodu. Przysłowiowe szczęście w nieszczęściu, że kierującej nie było we wnętrzu osobówki. Dalej wydarzenia potoczyły się
już według znanego skądinąd schematu. Brak winnego, przyjazd Policji i procedury. Właśnie te procedury… Kierujący samochodem ciężarowym odmówił przyjęcia mandatu, osobówka na lawecie miała kierować się w stronę domu. Przed odjazdem Policjanci poradzili Poszkodowanej aby szkodę zgłosiła u swojego ubezpieczyciela, oraz oczekiwała wezwania na przesłuchanie, ponieważ sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Nasza Bohaterka otrzymała numery rejestracyjne drugiego uczestnika ruchu oraz numery polis ubezpieczycieli. Po powrocie do miejsca zamieszkania pojazd został zdeponowany na parkingu strzeżonym dilera wspomnianej marki. Nasza Bohaterka wróciła do domu ochłonąć, choć jednak nie przypuszczała, że wiele ciekawych historii było jeszcze przed Nią.

Rozdział II – Zgłoszenie szkody.

Następnego dnia nasza Bohaterka przystąpiła do czynności likwidacyjnych. Zadzwoniła do swojego ubezpieczyciela licząc na pomoc, ale jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że jej położenie, wskazanej przez policję jako Poszkodowanej jest mało zadowalające, delikatnie rzecz ujmując. Likwidator na infolinii: „ nie wiedział”, „był niedouczony”, „doskonale wiedział co robi”, a może jeszcze zaistniała inna przesłanka, poinformował i zaproponował likwidację szkody z polisy Auto Casco naszej Bohaterki z tzw. późniejszym regresem. Poinformowana, że to jedyne wyjście, oczywiście na to przystała. Tyle, że sam proces jak się później okaże nie miał nic wspólnego z działaniem ubezpieczyciela na rzecz swojej klientki. Machina ruszyła, a nasza Poszkodowana czekała cierpliwie na finał całego procesu i co najmniej pozytywnego zakończenia jej sprawy. Tym bardziej, że było to pierwsze tego typu zdarzenie w Jej życiu.

Rozdział III Likwidacja z regresem.

Mijały kolejne dni, tygodnie, minęły święta Bożego Narodzenia, Nowy 2019 Rok witany był z cały czas trwającym postępowaniem likwidacyjnym. Brak samochodu był odczuwalny, pieniędzy nie było widać, procedura trwała, tak jak mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące…..W marcu 2019 roku, nasza Poszkodowana dostała wreszcie pierwsze informacje. Otóż zgodnie
z OWU AC wartość naprawy przekroczyła 70 % wartości pojazdu, szkoda zakwalifikowana jako całkowita. Auto pozostało do dyspozycji poszkodowanej. Jednakże po rozmowie ze znajomym nasza poszkodowana doszła do wniosku, że czas jednak skorzystać z pomocy firmy z zewnątrz.
I tak też się stało. Ze swoimi obawami i kompletem dokumentów zaczęła szukać prawdy.

Rozdział IV – Analiza.

Już pobieżna analiza przedstawionych okoliczności oraz dokumentów wykazała działanie co najmniej na szkodę naszej bohaterki przez ubezpieczyciela. Ubezpieczyciela, który tak chętnie ubezpieczył pojazd będący przedmiotem naszej publikacji. Przy czym, dodatkowo wmanewrował naszą Poszkodowaną w mało korzystny dla Niej wariant likwidacji szkody. Otóż, jak to wyżej napisałem AC przy 70 % wartości naprawy to już szkoda całkowita. Przy OC jest to wysokość wartości pojazdu na dzień szkody. Oczywiście przy „regresie z AC” nikt Pani nie zaproponował pojazdu zastępczego. Za parking także sama miała zapłacić. Same „bonusy”! Złoty interes ale chyba nie w opisywanym przypadku. Weszliśmy do działań. I wtedy wpłynęły na rachunek bankowy pieniądze z polisy AC, ten regres tak go nazwijmy. Poszkodowana podpisała stosowne pełnomocnictwa i przystąpiliśmy do działań. Kompletacja akt szkodowych, szybkie decyzje: zgłoszenie szkody z polisy OC zestawu ciężarowego, żądanie wydania akt szkodowych wraz z wnioskiem dot. wyjaśnienia działania na szkodę i tak już Poszkodowanej. Akta dostaliśmy, wyjaśnień już nie. Jak na profesjonalistę przystało, TU nabrało w „mail” wody. Pieniądze z wypłaty AC zostały zwrócone, ruszyła procedura likwidacyjna w innym towarzystwie na podstawie ustaw.

Rozdział V – Co pokazują drudzy.

Przyjęty proces likwidacji szkody przez dwóch ubezpieczycieli stał się bardzo dobrym studium badania tegoż jednego przypadku, obnażając kolejne „ciekawostki” z ich profesjonalnych procesów. Jako, że posiadaliśmy wyliczenie wartości wysokości szkody przygotowane przez pierwszego ubezpieczyciela oraz wysokość wartości pojazdu na dzień szkody, nie spodziewaliśmy się niespodzianek. A jednak. Pojawiły się one i to dość szybko. Otóż okazało się, że wysokość wartości pojazdu na dzień szkody w drugim towarzystwie (OC), była 10 % !!! niższa od wyliczenia przy AC. Mało tego, „rzeczoznawca” , dopatrzył się uszkodzeń, których nie widział jego poprzednik, uśrednił sobie przebieg, nie odczytując rzeczywistego, przez co wprowadził stosowną korektę, zakładając przy tym, że 10.170 km przejechanych rocznie to już przebieg ponadnormatywny. Oczywiście także wyliczył szkodę całkowitą, a likwidator szybciutko wystawił autko na portalu aukcyjnym. Napisaliśmy oficjalne pismo załączając pierwsze wyliczenie. Znalazł się nabywca, wskazane zostały dane do kontaktu. Skontaktowaliśmy się z operatorem platformy ale okazało się, że….. nie jesteśmy dla nich partnerem do rozmów. Dlaczego? a bo nasze pełnomocnictwo dotyczy likwidacji szkody, a zgodnie z wewnętrznym regulaminem platformy ta część procesu likwidacji szkody nie jest częścią likwidacji szkody w ich rozumieniu. Poprosiłem o regulamin abym mógł się zapoznać z jego treścią. Nie, proszę kontaktować się z ubezpieczycielem. Proszę o przesłanie pliku z nagraniem rozmowy. Nie, bo nasz wewnętrzny regulamin na to nie pozwala. Nie miałem siły przebicia, ponieważ okazało się, że wewnętrzny regulamin portalu aukcyjnego, który był dla mnie niedostępny regulował wszystkie kwestie, które mnie interesowały, a przeszkolona pracownica odsyłała mnie do towarzystwa ubezpieczeniowego. Popatrzyłem szybko w kalendarz – środa 13.30, a czułem się jak w niedzielę o 19.30 oglądając program obnażający działania urzędników, i pewnych instytucji. Podziękowałem Pani za rozmowę i….zadzwoniłem do ubezpieczyciela referując problem. Likwidator miał się odezwać w ciągu jednego dnia roboczego. …… Czekam.

Ciąg dalszy w kolejnej części za tydzień.

Poniżej zdjęcia naszego jeżdżącego kiedyś bohatera.

Tomasz Szydlak – ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.