FELIETON: z teczki szkodowej Tomka „Samochód zastępczy z OC sprawcy widziany oczami ubezpieczyciela”

4 lipca 2017 roku (wtorek), jechałem sobie spokojnie na spotkanie jednej z podkomisji w Ministerstwie Finansów, oczywiście do Warszawy. Niestety niefortunnie, po przejechaniu ok. 40 km wpadli na mnie panowie lekkim samochodem ciężarowym. Cóż, zdarza się nawet najlepszym.

Nie chciałem tracić czasu, więc zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego serwisu samochodowego z prośbą o pomoc i podstawienie samochodu zastępczego. Przyjechali funkcjonariusze Policji i rozpoczęło się badanie samego zdarzenia. Jako, że pewien racji swojej byłem, nie przywiązywałem zbyt dużej wagi do tego co się działo – ale jakież było moje zdziwienie jak jeden z funkcjonariuszy oznajmił, że to ja jestem sprawcą zdarzenia!

Tego było już za wiele jak na jeden poranek. Podszedłem do swojego auta, wyciągnąłem z wideo rejestratora kartę pamięci i udowodniłem swoją rację. Nerwowo jednak zerkałem na zegarek, ponieważ spotkanie w Ministerstwie Finansów o 10.00 a ja do Warszawy mam jeszcze 150 km. Na szczęście szybko działający serwis podstawił mi auto i już bez przygód dotarłem do ministerstwa. Nie mogłem jedynie przypuszczać, że „atrakcje” dopiero przede mną.

Po powrocie do domu, jako że było późno, postanowiłem następnego dnia zgłosić szkodę. I tak się stało. Rankiem 5 lipca (środa), za pomocą formularza internetowego zgłosiłem szkodę. Postępując zgodnie ze wskazówkami system poinformował mnie o tym, że zgłoszenie zakończyło się sukcesem i mam czekać na kontakt ze strony towarzystwa w ciągu 24 godzin. Niestety w czwartek 6 lipca na mój mail nic nie dotarło. Tak samo w piątek 7 lipca. Zaniepokojony wysłałem mail w tej sprawie do ubezpieczyciela z informacją o braku kontaktu z ich strony. Przezornie załączyłem do wiadomości wydruk, że zgłoszenie zakończyło się sukcesem. I co? A jakże! – informacja zwrotna, „że odpowiedz w ciągu 24 godzin”.

Jak się Państwo domyślacie 8 lipca – sobota, 9 – niedziela, 10 – poniedziałek. Jakże ja czekałem na tę odpowiedz z towarzystwa…  Niestety – 10-tego także nic do mnie nie dotarło.

No to 11 lipca rano nie widząc informacji z towarzystwa ubezpieczeniowego, postanowiłem zadzwonić na infolinię. I tak też się stało. Przemiła pani szukając w systemie mojego zgłoszenia po: polisie sprawcy, moim numerze PESEL, numerach rejestracyjnych mojego pojazdu i sprawcy, i……. i oczywiście nic nie znalazła. Pomyślałem z irytacją: „w takim razie po co ten system?” . W końcu jednak udało się zgłosić szkodę, dostałem także jej numer i pani pouczyła mnie o tym, że ubezpieczyciel zapewni mi pojazd zastępczy. Wprawdzie taki już miałem, ale postanowiłem sprawdzić dobrą wolę – jak mi się wydawało – ubezpieczyciela.

Dostałem cztery numery telefonów do wypożyczalni współpracujących z towarzystwem. No to dzwonimy. Dla uzupełnienia dodam, że w nomenklaturze moje uszkodzone auto to SUV klasy wyższej. Telefon do pierwszej wypożyczalni już mnie ukierunkował jak działają profesjonalni współpracownicy towarzystw ubezpieczeniowych. Przemiła pani zaoferowała mi dwa pojazdy, dwa razy mniejsze od mojego, z możliwością podstawienia za 24 godziny. To ciekawe….. – pomyślałem. Ciąg dalszy zaleceń a raczej ograniczeń brzmiał tak: wyjazd za granicę tylko w granicach Unii Europejskiej, po wykupieniu dodatkowego ubezpieczenia. Kierowanie pojazdem osobiście. W żadnym wypadku nie mogłem przekroczyć pojazdem zastępczym rzeki Bug. No ale nie mieli pojazdu w klasie mojego. Druga wypożyczalnia, i ograniczenia w zasadzie takie same, samochody także i brak auta w klasie mojego. Za to w trzeciej okazało się, że mają samochód w klasie mojego! Świetnie, pomyślałem. Za chwilę jednak kubeł zimnej wody i głos w słuchawce: „Ale pan go nie dostanie”. Zapytałem dlaczego, ale odpowiedzi już nie dostałem. Za to pani z rozbrajająca szczerością mnie zapytała: „Po co mi taki duży samochód?”. I znów propozycja: dwa razy mniejsze kombi z licznymi ograniczeniami, z limitem dziennym kilometrów. Tego już było za wiele. Ale jeszcze jeden numer telefonu, jeszcze jedna wypożyczalnia. Tym razem mężczyzna. Od razu przyznał, że nie mają pojazdu w mojej klasie. Jednak z rozbrajająca szczerością wyznał, że nie mam co liczyć na takie auto ponieważ mój samochód ma 10 lat, natomiast owe towarzystwo ma podpisane umowy z wypożyczalniami w ten sposób, że przy takich autach mają proponować i wypożyczać samochody co najmniej jeden, dwa segmenty niższe…. Miło podziękowałem i mądrzejszy o tę wiedzę, ze spokojem użytkowałem samochód z niezależnej wypożyczalni, tej samej klasy co mój uszkodzony, do pełnej naprawy mojego.

To jednak nie koniec. Po złożeniu roszczeń przez ten serwis, okazało się, że ubezpieczyciel zweryfikował stawki najmu jak i sam czas, argumentując, że przecież pojazd zastępczy mógł być udostępniony przez wypożyczalnię współpracująca z towarzystwem. Na nic się zdały tłumaczenia, że wypożyczalnie ubezpieczyciela nie były w stanie zabezpieczyć mi samochodu w mojej klasie. Na nic zdały się tłumaczenia, że to ubezpieczyciel popełnił rażące błędy przez co proces likwidacji szkody wydłużył się o 5 dni. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Czekamy na termin rozprawy.

I teraz, na zakończenie kilka wskazówek. Otóż zgodnie z przepisami pojazd zastępczy z polisy OC sprawcy przysługuje nam w tej samej klasie co nasz uszkodzony. Wiek naszego auta nie ma znaczenia. Możemy z niego korzystać na rzeczywisty czas naprawy, nie technologiczny jak wmawiają to poszkodowanym ubezpieczyciele, a przy szkodzie całkowitej do momentu wypłaty pieniędzy plus 3-4 dni organizacyjne! Mimo, że wielokrotnie czytałem w decyzjach płatniczych ubezpieczycieli, że już informacja pracownika ubezpieczalni przy oględzinach zamyka ten czas okres to napiszę mocniej: BZDURA!

Nikt nie może nam ograniczać prawa do korzystania z takiego pojazdu jak z własnej rzeczy, narzucać obowiązków co nam można a co nie. Uważajmy na to i nie pozwólmy sobą manipulować. Jeżeli któraś z powyższych przesłanek ma miejsce, zwróćmy się do niezależnej wypożyczalni, która zapewni nam samochód odpowiedniej klasy na jasnych i transparentnych warunkach.

Tomasz Szydlak, Ekspert PIM