FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: sala sądowa odcinek 1 pt. „Rozprawa”.

Po wielu poruszanych już tematach związanych z procesem likwidacji szkód komunikacyjnych, dziś zajmiemy się samym postępowaniem sądowym. O ile  w swojej karierze bywałem uczestnikiem prawidłowo i rzetelnie prowadzonych postępowań, to jednak zdarzają się ciągle niepokojące schematyzmy. Nazywać należy niestety rzeczy po imieniu!. Część postępowań sądowych traktowanych jest, ze smutkiem stwierdzić muszę jako sprawy drugiej a nawet trzeciej kategorii. Najniebezpieczniejszym zjawiskiem są tzw. utarte procedury. Składamy prawidłowo pozew przeciwko TU, sprawa trafia do rozpoznania, lub jak kto woli na wokandę i zaczyna się w wielu przypadkach przysłowiowa, walka z wiatrakami. Najczęstszym błędem z mojego doświadczenia sądowego jest zbyt szybkie procedowanie. Zdarzają się niestety składy orzekające, które nie „czują” tego typu postępowań, a nawet pójdę dalej – nie interesuje ich co maja do powiedzenia Powodowie czy ich świadkowie.  Są również także tacy sędziowie, którzy z uwagą słuchają zeznań i są niezwykle dociekliwi.

Niedawno powołany zostałem jako świadek w postępowaniu przeciwko Towarzystwu Ubezpieczeniowemu. Powodem mojego stawiennictwa w sądzie były różnice wynikające z kwoty wyliczenia pomiędzy TU a serwisem, które kształtowały się następująco: TU 12 375,80 zł, kosztorys serwisu 27 852,33 zł. Tradycyjnie, w kosztorysie ubezpieczyciela ujęte standardowo zaniżone stawki Rbh, cała litania części zamiennych PJ, pominięte procesy technologiczno – naprawcze, lakierowanie AZT, do tego liczne rabaty na części zamienne (podziwiam zdolności negocjacyjne TU w tym zakresie).

Auto zostało przywrócone do stanu sprzed szkody według kosztorysu a poszkodowany zadowolony porusza się nim bezpiecznie po drogach, natomiast ubezpieczyciel już tak optymistyczny jak klient i chętny do pełnej dopłaty nie jest. Dlatego też sprawa siłą rzeczy procedowana jest w sądzie.

Ale do petitum. Spotkaliśmy się w sądzie z Poszkodowanym i Panią Mecenas. Mały, lokalny powiatowy sąd. Na wokandzie w ciągu całego dnia cztery posiedzenia. Nasza rozprawa wywołana została z 10 minutowym opóźnieniem. Po wejściu na sale sąd rozpoczął procedowanie. Jako świadek poproszony zostałem o opuszczenie sali rozpraw, i miałem oczekiwać na wezwanie. Nie czekałem zbyt długo i po ok 4 już minutach zostałem wezwany na salę. Niestety mocno mnie to zaniepokoiło ponieważ świadczy to tylko o jednym. Sąd nie jest nazbyt dociekliwy. Po wejściu na sale rozpraw, sprawdzeniu tożsamości sąd odebrał ode mnie przyrzeczenie i zadał mi tylko …… jedno pytanie ! A brzmiało ono: „ Czy był Pan karany za składanie fałszywych zeznań” ! I dalsza procedura: „Pani Mecenas, proszę”. Nie ukrywam, że zdziwienie moje było niezwykle duże, bo to co zobaczyłem i usłyszałem nie było nawet zabawne. Seriale fabularyzowane w TV przejawiają dużo więcej inicjatywy niż ten ok. 40 letni Pan Sędzia. Nie miał żadnych pytań związanych ze sprawą!

Pani Mecenas zaczęła od kosztorysu TU i zaniżonych stawek Rbh. Pan Sędzia uciął krótko: „Tym zajmie się biegły. Świadek nie jest od tego”. Pani Mecenas zastosowała fortel i zadała pytanie inaczej. Mianowicie: „ Co świadkowi jest wiadomo o nieprawidłowościach widniejących w kosztorysie ubezpieczyciela”. No i tutaj już wystąpiłem z długim monologiem dotyczącym użytych w kalkulacji TU części zamiennych, konsekwencji związanych z ich montażem, wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego, nieprawidłowości związanych z lakierowaniem AZT, wyjaśnianiem nomenklatury oznaczeniowej O,Q,P,PJ,Z części zamiennych. Wspomniałem również kto de facto finalnie odpowiedzialny jest za jakość naprawy, oczywiście nie muszę wyjaśniać, że nie dotyczy to TU.  W oczach Pana Sędziego widać było, że o części rzeczy, o których mówiłem słyszy pierwszy raz. Zeznawałem około 15 minut, wskazując różnice w kosztorysowaniu, i mam nadzieję, że udało mi się przedstawić wszystkie nieprawidłowości ujęte w kosztorysie TU. Wyczuć się dało tzw. „ciężką atmosferę” na sali rozpraw. Z jednej strony Sędzia chciał wszystko szybko prze procedować: słuchanie informacyjne stron, opinia biegłego, słuchanie stron jako świadków i zamknięcie postępowania. A tu pojawił się jeszcze świadek, który niestety zburzył ten schematyzm. Do tego mówił o rzeczach, o których nie ma mowy w kalkulacjach ani decyzjach. Po przesłuchaniu wyszedłem z sali rozpraw, czekając na Panią Mecenas.  Wyszła ze swoim klientem 3 minuty po mnie. „Powołany został biegły”. Standard – pomyślałem. Rozstaliśmy się i wracałem spokojnie do biura. W związku z tym, że miałem blisko 100 km to i czas na wnioski był. Niestety widać było ewidentny schematyzm działania  i chęć szybkiego zakończenia posiedzenia. Zadziałały z góry przyjęte czynności i przyzwyczajenia. Po przemyśleniu całej sytuacji miałem niemałą satysfakcje, że zburzony został spokój Pana Sędziego w wielu kwestiach. Na przykładzie tej sprawy, rozumiem rozgoryczenie wielu przedsiębiorców dochodzących sprawiedliwości w sądzie i trudności, które za tym idą. Dla mnie to codzienność, jednak człowiek, który prowadzi firmę, dba aby wszystko funkcjonowało z należytą starannością i ma mnóstwo obowiązków, trafia na takie sytuacje. Misją Polskiej Izby Motoryzacji jest m. in. edukacja. Obecnie jesteśmy w fazie  projektu konferencji dla Sędziów związanej z nieprawidłowościami przy likwidacji szkód komunikacyjnych. Liczymy, że przyniesie to współmierne korzyści.

Za kilka tygodni drugi odcinek felietonu dot. procedury sądowej pt. Opinia biegłego.

Jednakże ten jak sala sądowa i wiele innych problemów będziemy omawiać i analizować 11-12 grudnia na XIII Dyskusyjnym Forum Ubezpieczeń Komunikacyjnych (11-12.12.2018 r. w Warszawie). Liczę na Państwa dużą frekwencję i mnóstwo tematów do dyskusji.

P.S. Dodam jeszcze jedno, Towarzystwo Ubezpieczeniowe nie było przez nikogo reprezentowane na sali rozpraw.

 

Z eksperckimi pozdrowieniami,

Tomasz Szydlak, Ekspert PIM