FELIETON: z teczki szkodowej Tomka „Rodzynek jakiego jeszcze w decyzjach T.U. nie było”

Ostatni tydzień przebiegał schematycznie jeżeli chodzi o kontakty z ubezpieczycielami. Zastanawiałem się już nawet o czym Państwu napiszę w ten czwartek. Ale jak to w życiu bywa, temat pojawił się zgoła sam. Zastanawiałem się jednak mocno, czy powinienem ponownie pisać o pojeździe zastępczym z OC sprawcy, ponieważ temat ten pojawił się dość niedawno. Sam przypadek jest zgoła mocno indywidualny a i uzasadnienie decyzji niczym ten już w tytule wspomniany rodzynek. Dlatego też, do dzieła.

Nie tak dawno, bo w dniu 26 czerwca 2018 roku, moja klientka miała kolizję. Jej auto segmentu C zostało dość poważnie uszkodzone, jednak nie aż na tyle aby wystąpiła szkoda całkowita. Niezależny serwis przyjął pojazd do naprawy i wydał poszkodowanej pojazd zastępczy, po czym zabrał się do procedowania procesu likwidacji szkody. Zgłoszenie, oględziny, kosztorys naprawy ze strony ubezpieczyciela. Czynności te poszły dość sprawnie.

Schodki zaczęły się kiedy serwis wysłał swój kosztorys naprawy do tzw. akceptacji (choć w mojej ocenie jeżeli nie mamy umowy współpracy z TU to po co?), no ale, jak chcieli tak zrobili. Nie tracąc czasu warsztat zamówił części, które zakwalifikowane zostały przez TU do wymiany. Minął dzień, drugi, piąty…. a weryfikacji nie widać. Monit telefoniczny, mailowy ze strony warsztatu. Dzień szósty, siódmy – a kosztorysu wciąż nie widać. Kolejny monit z informacją że poszkodowana korzysta z pojazdu zastępczego. I…….. hurra!

Dnia dziesiątego kosztorys przysłali. Warsztat pojazd naprawił, poszkodowana zadowolona – odebrała. Do ubezpieczyciela przygotowany został komplet pozostałej dokumentacji szkodowej. Umowy, cesje, faktury, oświadczenia. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wynikającego z art. 6 Kodeksu Cywilnego, warsztat oczekiwał na wypłatę. Po kilku dniach TU przesłało wyczekiwaną decyzję wraz z załączoną jeszcze zweryfikowaną fakturą za naprawę. Na fakturze, a jakże czerwono od skreśleń. Jeszcze się dopatrzyli potrącenia za uszkodzone ogumienie. Pomimo, że faktura za naprawę wystawiona na podstawie zweryfikowanego kosztorysu. Najciekawsze fragmenty dotyczą pojazdu zastępczego. To ten nasz tytułowy rodzynek.

Pani – starsza inspektor Agnieszka K. napisała:

„W odpowiedzi do otrzymanej korespondencji, dotyczącej pokrycia kosztów wynajmu pojazdu zastępczego informujemy, iż ………………………………. nie może zająć stanowiska w sprawie zasadności wynajmu w związku z tym, iż wysunięte roszczenie nie zostało dostatecznie udokumentowane, w związku z tym na tym etapie odmawia wypłaty odszkodowania.

Zgodnie bowiem z uchwałą Sądu Najwyższego w sprawie pojazdu zastępczego (uchwała składu 7 sędziów z dnia 17.11.2011r., IIICZP 5/11), Sąd Najwyższy zanegował przyjęcie „standardu odszkodowawczego” w przedmiotowej kwestii. Nie podzielił poglądu, jakoby każdemu poszkodowanemu, którego pojazd uległ uszkodzeniu albo zniszczeniu w wypadku komunikacyjnym, należał się zwrot kosztów najmu pojazdu zastępczego. Odrzucił pogląd, że już sama utrata posiadania rzeczy (sic! także samochodu) i związana z tym utrata możliwości korzystania z tej rzeczy stanowi szkodę w rozumieniu art.361 k.c. Ciężar udowodnienia zgodnie z art. 6 KC spoczywa na poszkodowanym.

Występujący z roszczeniem dotyczącym wynajmu pojazdu zastępczego powinien udowodnić, w jaki sposób dotychczas korzystał z pojazdu i przedstawić:

– oświadczenie dokładnego przeznaczenia pojazdu oraz faktycznie poniesionej straty, do jakich czynności związanych wykorzystany został pojazd,

– intensywność używania tego pojazdu, długość dokonywanych przejazdów (pokonywane dzienne odległości, skąd – dokąd), w jakim celu dokonywał przejazdów,

– oświadczenie o braku możliwości korzystania z komunikacji miejskiej (TAXI),

– kserokopii dowodu rejestracyjnego wynajmowanego pojazdu,

– protokół zdawczo odbiorczy pojazdu zastępczego ze stanem licznika przy wydaniu i zdaniu pojazdu,

– udokumentowanie naprawy poprzez przedstawienie pojazdu do oględzin ponaprawczych.

„Uprzejmie informujemy, iż roszczenie o refundację kosztów wynajmu pojazdu zastępczego zostanie rozpatrzone po udokumentowaniu konieczności takiego wynajmu”.

Podstawa prawna: ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz.U.2013.392, j.t.).”- pisownia oryginalna.

Troszkę tego cytatu było, ale aby móc odzwierciedlić cały problem, trafnym było go przytoczyć. Po pierwszej tzw. pobieżnej lekturze decyzji przetarłem jednak oczy z niemałego zdziwienia. Wnikliwa już analiza wykazała, że mam do czynienia z co najmniej opowiadaniem s-f. Raz jeszcze przejrzałem dokumenty szkodowe. Wszystko było w porządku. Kreatywność Pani Inspektor przeraziła mnie dość mocno. Po ponad miesiącu od zakończenia procesu likwidacji szkody, ubezpieczyciel domaga się dodatkowych oświadczeń. Poszkodowana z Krakowa, czynna zawodowo, (tzw. wolny zawód), ma zbierać oświadczenia z komunikacji miejskiej oraz TAXI, że nie była w stanie zaspokoić swoich potrzeb przez ich usługi. Protokół zdawczo-odbiorczy? Od razu widać, że Pani Inspektor nie zapoznała się z  dokumentacją. Przebieg wpisywany jest w umowę. Rubryki pozostają puste. Dlaczego? Otóż dlatego, że poszkodowani otrzymują auta zastępcze bez limitu kilometrów. Poszkodowana ma przedstawiać pojazd do oględzin po naprawczych? A co to jest? pytam i jaki zapis prawa powszechnie obowiązującego je reguluje? Bo – przepraszam – ale ja takiego przepisu jak żyję nie znalazłem. Aj. Zapomniałbym. Zgodnie z tokiem rozumowania Pani Inspektor, proszę pamiętać, zarówno poszkodowani (ci przyszli też) jak i wypożyczalnie, aby codziennie prowadzić ewidencję przebiegu przejazdów samochodu, tak aby w przyszłości móc przedstawić ubezpieczycielowi gdzie jeździliśmy, na jakich dystansach a TU zechce łaskawie na podstawie tych danych zdecydować. Czy pojazd zastępczy nam przysługuje czy też nie. Jednak nie to jest najciekawsze a zarazem jednak najsmutniejsze.

Likwidatorzy z TU bez opamiętania cytują orzeczenia sądów powszechnych, zapisy ustaw. Tylko w jakim celu? Tego już nie wiem. Bo konia z rzędem temu kto znajdzie w  ustawie z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych, chociażby najmniejsze wytyczne czy wskazówki z których Pani Inspektor wysuwa swoje żądania zacytowane wyżej.

Jak widać z decyzjami ubezpieczycieli jest jak z literaturą. Kreatywność ubezpieczycieli jak i pisarzy nie zna granic. Tyle, że w przypadku tych pierwszych: tylko absurdu w świecie rzeczywistym.

Z eksperckim pozdrowieniem.

Tomasz Szydlak, Ekspert PIM