FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „Odpalacze – nie dopalacze, czyli szeroko rozumiana uczciwość”

Nie jestem zbyt długo ekspertem Polskiej Izby Motoryzacji. Podczas rozmów związanych z członkostwem przyjąłem do wiadomości, że mam się kierować zasadami fair play i uczciwości. Podczas rozmowy z Panem Prezesem PIM zwrócił on uwagę na obiektywizm, którym mają być nacechowane felietony, które się ukazują od kilku tygodni.

Jak dobrze Państwo pamiętacie, wszystkie dotyczyły nieprawidłowości wynikających z funkcjonowania towarzystw ubezpieczeniowych, bądź opisywały ogólne problemy związane z likwidacją szkód. Dzisiejsza publikacja poruszy niestety problem uczciwości samych warsztatów naprawczych jak i poszkodowanych. Ale do sedna sprawy…

Badałem sprawę związaną ze szkodą w pojeździe. Jak się Państwo domyślacie towarzystwo popełniło standardowe błędy. Wycena, terminy etc. Poszkodowany – człowiek młody, zaczął szukać najlepszego rozwiązania dla siebie jeżeli chodzi o naprawę samochodu, skorzystał z porady i na kilka tygodni „zaginął”. Jako że okres wakacyjny się zakończył wszyscy sukcesywnie zaczęli się odnajdywać. Odnalazł się także i nasz wspomniany poszkodowany. Zadzwonił i z rozbrajająca wręcz szczerością oznajmił, iż znalazł najlepsze rozwiązanie dla siebie jeżeli chodzi o naprawę swego auta. Nie ukrywam, że mnie początkowo tym zaskoczył. Słuchałem dalej z uwagą. Otóż znalazł za pośrednictwem kolegi przedsiębiorcę, serwis niezależny, który naprawi jego auto. On dostanie auto zastępcze i właściciel serwisu obiecał mu, że i tutaj cytat „odpali mu 10% wartości szkody a po naprawie auto (jako całe) zostanie sprzedane”. Na koniec, bez ogródek pan wymienił imię i nazwisko właściciela warsztatu i adres jakby chciał zareklamować super człowieka i jego usługi. W pierwszym momencie zdumienie mnie zamurowało ….. Po chwili oznajmiłem panu bez ogródek aby wykasował mój numer i już nie dzwonił.

Zdaję sobie sprawę, że zdarzają się różne praktyki w sektorze naprawczym jak i wśród poszkodowanych. Ta zdziwiła mnie bardzo. Dlaczego? Otóż właściciel warsztatu był współpracownikiem jednego z towarzystw ubezpieczeniowych, zwolniony za nieprawidłowości przy likwidacji szkód komunikacyjnych właśnie. Wielu pomyślało, czym skorupka za młodu itd. Podążmy jednak tokiem rozumowania obydwu panów. Poszkodowanego i przedsiębiorcy. Poszkodowany się cieszy, że mu „zostanie”. Przedsiębiorca, że za pomocą jakiegoś nazywajmy rzeczy – przekrętu i tak mu zostanie. Auto zapewne zostanie wystawione do sprzedaży jako niebite, wychuchane bez najmniejszych przygód. Tylko zastanawia mnie jak zostanie naprawione. Uszkodzony element zostanie wymieniony na używany z demontażu? Czy może jednak będzie naprawiony a na kalkulacji naprawy i fakturze pojawi się zapis, że jest nowy i oryginalny. A może ostatni scenariusz który mi przychodzi do głowy? Wątpliwej jakości tzw. zamiennik pójdzie jako oryginał. Jedno jest pewne. Gdzieś trzeba będzie oszukać aby wyjść na swoje przy takim „odpalaniu”. A może to jednak jakiś GRATIS tylko ja tak to brzydko nazwałem?

Nie mniej jednak znam cała rzeszę uczciwych przedsiębiorców, którzy ciężko pracują jakością na swoją markę. Świadczą usługi na bardzo wysokim poziomie. Jednakże często zastanawiają się i pytają dlaczego towarzystwa stosują różne zabiegi. Zdjęcia z kolejnych etapów napraw, oględziny po naprawcze, faktury źródłowe, czy nawet bardzo częste działania tzw. detektywów ubezpieczeniowych. Odpowiedz jest bardzo prosta: aby nie wypłacać środków za naprawy, których nie było bądź były przeprowadzone niezgodnie ze stanem przedstawionym przez warsztat bądź samego poszkodowanego.

Takie przypadki nie są odosobnione. Szkoda tylko, że pojawiają się w grupie branżowej przedsiębiorców walczących o prawidłowość napraw, stosowanych części zamiennych czy godnych stawek za rbh czy czynszu najmu pojazdów zastępczych. Mnie osobiście bardzo się to nie podobało i postanowiłem porozmawiać z właścicielem serwisu. Z rozbrajającą szczerością mi odrzekł po chwili zadumy: „kto Ci powiedział? Zresztą, wszyscy tak robią…”. Zapewniłem go, że nie wszyscy, a to co zrobił to przestępstwo i to nie nisko karane. Wyrok to jedno ale jak odbudować dobre imię? Ja osobiście jestem przeciwny takim praktykom.

 

Z eksperckim pozdrowieniem,

Tomasz Szydlak, Ekspert PIM