FELIETON: z teczki szkodowej Tomka: „ Dział II. Rękojmia za wady” (a program przeliczający szkody)

W tytule przytoczony został tytuł jednego z działów Kodeksu Cywilnego. Polecam go lekturze wszystkim przedsiębiorcom aby mieli świadomość jak duża odpowiedzialność spoczywa na nich po zakończonych naprawach blacharsko – lakierniczych.  Jednakże zauważyłem na rynku niepokojącą tendencję. Warsztaty nie dość, że dostają po „ plecach” na poszczególnych etapach likwidacji szkód, to jeszcze same, mniej lub bardziej świadomie robią sobie krzywdę. Na czym? Już tłumaczę. Na niedoszacowanych kosztorysach napraw.  I dochodzimy tu do swego rodzaju paradoksu. TU udają, że płacą, warsztaty udają, że naprawiły zgodnie z technologią, a poszkodowani … No cóż. Albo udają, że jest OK, albo przychodzą z pretensjami.

Wbrew pozorom programy wspomagające przeliczanie szkód nie działają z przysłowiowego automatu i nie liczą tak jakbyśmy chcieli. Do tego doliczyć trzeba obcinaną stawkę Rbh i proponowałbym się zastanowić nad rentownością napraw – napraw zaznaczam. Bez wrzucania do jednego worka marży na częściach zamiennych, holowania, aut zastępczych. Może wtedy co niektórzy przejrzeliby na oczy. Mnóstwo jest doradców w kancelariach maści wszelkiej, które proponują pomoc. Tylko na czym ta pomoc polega? Na odzyskiwaniu niedopłat za jedyne 25-30 % netto?. Najpierw pokażmy jak zarabiać, później wykażmy się jak wyciągnąć zasłużoną niedopłatę.

Jestem po wielu rozmowach z przedsiębiorcami, rzeczoznawcami, biegłymi sądowymi i wszyscy przecierają ze zdumienia oczy jak zadaję im te same pytania dotyczące przeliczania szkód – Ile jest wart świetny sportowy samochód z kiepskim kierowca? Odpowiedź jest prosta – tyle samo co program do przeliczania szkód z kiepskim operatorem. Jaśniej się nie da, uważam!. Najczęstsze błędy? – błędne rozkodowanie, niewłaściwa kolejność zadawanych operacji, pomijanie operacji związanych z demontażem, montażem, konserwacją, lakierowaniem i wiele, wiele innych. Operatorzy, którzy najczęściej są tzw. samoukami nie rozwijającymi swojej wiedzy, robią wielką krzywdę sobie jako właścicielom warsztatów, bądź wyrządzają ją swoim szefom, nieświadomie zaniżając należne odszkodowania.

Dolewki płynów eksploatacyjnych, olejów, jazdy próbne, diagnostyka komputerowa – wielu właścicieli dostawało tzw. dużych oczu po zadanych pytaniach. Najczęściej chwilę później padało pytanie retoryczne: „ to tak można?”, „to, to tam jest?”. Ano jest!. Tylko trzeba umieć to wydobyć.

Poniżej dla przykładu fragment wyliczenia w wykonaniu towarzystwa ubezpieczeniowego. Popularny samochód z rynku niemieckiego z piorunem odwróconym na masce.

No za tę kwotę to fajnego roweru obecnie się nie kupi, a co dopiero naprawi auto.

Poniżej przedstawiam Państwu kosztorys wykonany przez pracownika ASO z 12 letnim stażem w likwidacji szkód.

Żeby nie było stawki, celowo zadaliśmy 110/110. Dlaczego?, ano dlatego, że ilość sprzedanych RBH jest tak samo ważna jak wysokość stawki. Nie chciałem także usłyszeć zarzutu, że kalkulacja jest wysoka ze względu na wysoką stawkę.

Ale do petitum – Kalkulacja towarzystwa ubezpieczeniowego X. No ktoś może w efekcie powie, że jest nieźle – może i tak. Ale nie byłbym sobą jakbym nie poszedł dalej!.

Poniżej kalkulacja przygotowana na podstawie tych samych dokumentów, na tę samą szkodę, przez operatora znającego wszystkie mniej lub bardziej niedostępne klastry programu.

Ktoś pewnie zaraz powie, że to tylko 890,19 zł różnicy biorąc pod uwagę poprzednie wyliczenie operatora. Ja powiem inaczej – aż 890,09 zł!. Teraz wystarczy wziąć kalkulator i przemnożyć kwotę przez 10 samochodów w miesiącu. Od taka tam sobie średnia wypadkowa. Ale jak to zwykł mawiać mój kolega: „ Kto bogatemu zabroni?”. Hmmm racji w tym wiele.

Zapewne ktoś zaraz znów zapyta – co to ma wspólnego z tytułem? Ano to, że jak nie doszacujesz, to czegoś na pewno nie zrobisz aby „wyjść na swoje”. A później to już tylko krok do kłopotów…

Oczywiście, prowadzimy szkolenia autorskie z programów przeliczających szkody. Program ułożony jest pod potrzeby warsztatów czy serwisów. Przy tej szkodzie koszt szkolenia to tylko 1,5 końcowego wyniku między drugim a trzecim kosztorysem. Ale drogi operatorze – to trwa 2 dni. Dzień drugi to praktyka, praktyka, praktyka!. I nie myśl, że u nas na szkoleniu jak zapłaciłeś to dostaniesz certyfikat za „nic”.

Osoba do kontaktu w/s szkoleń w Polskiej Izbie Motoryzacji: Ewa Rosik, rosik@pim.org.pl

Z eksperckim pozdrowieniem:

Tomasz Szydlak – ekspert PIM